Od czego się zaczęło

Zaczęło się od papieru i od jednego kartonowego waleta

Opowieść założyciela o papierni w Jeziornie, o willi przy Piaseczyńskiej i o ekipie, która dba, żebyś wrócił.

Początek

Zaczęło się od kartonu

Dawna willa przy ulicy Piaseczyńskiej z oświetlonymi oknami parteru

Pierwszą talię kart wyciąłem z kartonu, mając dziesięć lat. Przynosiłem ścinki z papierni, gdzie pracował ojciec, i godzinami rysowałem na nich króli, dam i waletów. Karty były krzywe, a koledzy z podwórka śmiali się z moich figur, ale grali nimi całą zimę. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że papier potrafi zebrać ludzi przy jednym stole.

W papierni przepracowałem dwadzieścia pięć lat jako ślusarz. Naprawiałem walce, wymieniałem sita, uczyłem młodszych, jak słuchać maszyny. Zakład pachniał mokrą celulozą i smarem, a ja wychodziłem z niego co wieczór z ołówkiem za uchem i myślą, że kiedyś zrobię coś, co nie będzie hałasować. Cisza przy karcianym stole wydawała mi się najlepszą nagrodą po całodziennym huku.

Willę przy Piaseczyńskiej znałem od dziecka, bo mieszkał w niej kierownik papierni, który raz w roku zapraszał pracowników na poczęstunek. Gdy dom został wystawiony do sprzedaży, kupiłem go za oszczędności i pożyczkę od rodziny. Pierwszy rok zeszedł na remoncie: wymieniłem belki, odnowiłem schody, zdjąłem tapety, pod którymi odkryliśmy drewnianą boazerię.

Najtrudniejszy był jednak rok po remoncie. Gości było mało, rachunki rosły, a ja co wieczór stawałem w drzwiach i zastanawiałem się, czy ktoś w ogóle przyjdzie. Przychodzili jednak ludzie z sąsiednich ulic, początkowo z ciekawości, potem na kolację. Pierwsi stali bywalcy zjawili się jesienią, kiedy w parku zmierzch zapadał już o piątej, i od tamtej pory nie zniknęli.

Kuchnię powierzyłem Aleksandrze Ptak, która gotowała wcześniej w ośrodku wypoczynkowym i miała dość stołówkowych garnków. Salę na piętrze dostał Mariusz Kaczmarek, a karty w niej rozdaje Sylwia Jakubowska. Na drzwiach wejściowych postawiliśmy Elżbietę Andrzejewską, która z uśmiechem odbiera każdemu płaszcz. Lokal prowadzi spółka WAFFLE ADVERTISING LTD, 85 Great Portland Street, London W1W 7LT, Wielka Brytania.

Przychodzę tu z żoną na kaczkę, a potem siadam na górze na godzinę. Nikt mnie nie ocenia, nikt nie pogania, a gospodarz zawsze pamięta, jak mam na imię.

Zbigniew, stały gość z okolicy
Zasady, które zostały

Rzeczy, których nie zmieniamy

Dom ma swój rytm

Od pierwszego dnia kierujemy się rytmem, którego nauczyła mnie papiernia: nic nie robi się w pośpiechu, a każda czynność ma swoje miejsce. Rano kuchnia, po południu przygotowanie sali, wieczorem goście. Nikt nie zmienia tej kolejności, nawet w sobotę, kiedy tłum czeka za drzwiami. Rytm uspokaja i ludzi, i maszyny.

Gość nie jest numerem

Hostessa zapisuje w księdze nie tylko imię, ale też drobiazg, który pozwoli zapamiętać gościa: czy lubi miejsce przy oknie, czy woli herbatę bez cukru, czy przyszedł z wnuczką na deser. Zapisujemy to wyłącznie po to, żeby przy następnej wizycie powiedzieć: dobrze, że jesteś.

Rzeczy, które zrobiliśmy sami

Poręcze na schodach odnowiłem własnoręcznie, bo nie ufałem nikomu, kto nie pracował z drewnem tak długo jak ja. Stoły w restauracji zbił stolarz z sąsiedniej ulicy według rysunku, który naszkicowałem na odwrocie kartonu po papierze. Lampy nad sukiennymi stołami zbudował znajomy z papierni, który po pracy zajmuje się metalem. W tym domu prawie wszystko ma autora, którego znam po imieniu.

Z czego jesteśmy dumni

  • kuchnia, w której nie ma niczego z proszku ani z puszki;
  • krupierka, która uczy nowych gości bez pośpiechu i bez oceniania;
  • sala, w której słychać tylko karty, a nie telefony;
  • księga gości, do której wpisują się wszyscy, nawet jeśli przyszli tylko na zupę.

Papier w kieszeni

Do dziś noszę w kieszeni złożoną kartkę z papierni, kawałek tektury, na którym ojciec napisał mi kiedyś jedno zdanie: nie spiesz się, papier wszystko wytrzyma. Nie wiem, czy miał rację, ale kartkę trzymam. Raz w roku pokazuję ją Elżbiecie Andrzejewskiej, która pyta, czy to nie czas ją zalaminować. Odpowiadam, że nie, bo papier ma się starzeć.

Czego nie zrobimy nigdy

Nie zamienimy sali w hałaśliwy salon, nie postawimy w niej żadnego automatu i nie pozwolimy, by gra miała cokolwiek wspólnego z pieniędzmi. Stół jest po to, żeby przy nim siedzieć, a nie po to, żeby na nim zarabiać.

Ekipa

Kto cię przywita i kto zagra z tobą

Aleksandra Ptak, Szefowa kuchni

Aleksandra Ptak

Szefowa kuchni

Gotowała wcześniej w ośrodku wypoczynkowym i mówi, że tam nauczyła się liczyć garnki, a u nas nauczyła się gotować dla ludzi. Karta jest jej decyzją, nie moją. Żurek robi na własnym zakwasie, kaczkę piecze według przepisu cioci z Kurpi, a ciasto ucieka jej z blachy dopiero po wystudzeniu.

Elżbieta Andrzejewska, Hostessa

Elżbieta Andrzejewska

Hostessa

Wita gości przy drzwiach i zna z imienia większość tych, którzy wracają co tydzień. Prowadzi księgę rezerwacji i księgę gości, sadza ludzi tak, żeby nikt nie siedział w przeciągu, i pierwsza wie, kiedy ktoś ma urodziny. Po zamknięciu wyłącza lampy w sali jedna po drugiej, jakby żegnała się z każdą.

Mariusz Kaczmarek, Kierownik sali

Mariusz Kaczmarek

Kierownik sali

Odpowiada za rytm wieczoru i za porządek w sali na piętrze. Jest tu od pierwszego tygodnia, a wcześniej prowadził salę w hotelu nad rzeką. Zna wszystkie zasady domu na pamięć i potrafi je przypomnieć tak, że nikt się nie obraża. W wolnych chwilach naprawia stare zegary.

Sylwia Jakubowska, Krupierka

Sylwia Jakubowska

Krupierka

Rozdaje karty od otwarcia sali i prowadzi turnieje. Nowych gości uczy pokera, ruletki i blackjacka spokojnym głosem, bez pośpiechu i bez żartów kosztem początkujących. Ma w kieszeni zapasową talię i sekretną miarkę do żetonów, którą pokazuje tylko tym, którzy zapytają.